Archiwum

2009
listopad
październik
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień


Linki

bo fajne
wylęgarnia
deviantart
nytimes
zwierciadło

bo ważne
steiger
lepszyświat

bo ich lubię
37
ellique
iwa
cloudy
halsz-ka
dharma
gothar
cashew


It's probably me


. . .

Layout

Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.

offline/onlife

2009-11-04 11:58:31

czuję bardzo, że żyję. wyraźnie tu i teraz. nie obok siebie, czegoś. tu tu tu
pracuję pracuję pracuję. a poza tym.
studiuję przecież. decyzja karkołomna to była. no ale. ledwo wyrabiam. zgłębiam angielskie bezokoliczniki z dopełnieniem i bez, zaimkiem osobowym i przymiotnikiem dzierżawczym w półśnie, około północy i jeszcze mam nadzieję, że zaliczę to kolokwium. poza tym to wybieram fototapety. do kuchni.do przedpokoju. do sypialni. w ogóle wszędzie chcę mieć fototapetę;)
www.artofwall.com.pl polecam. ah.
a jeszcze poza tym to łykam kwas foliowy już. i odwiedzam dzieciaczki małe moich koleżanek. zmęczonych. szczęśliwych.
sama jestem zmęczona i szczęśliwa teraz. a jakie to będzie po zintensyfikowaniu? rety rety.
no i nie jestem już blondynką. to chyba najbardziej wpłynęło najbardziej na moje podejście do życia w ostatnich tygodniach. świeżo mi. orzechowo. energetycznie.
a poza tym to..no przede wszystkim pracuję...i już musze lecieć.

wrócę.

skomentuj(0)



it takes some silence to make a sound

2009-10-07 23:44:36

ogrom pracy i nauki  i do tego przeprowadzka i mąż już 2 mce poza domem. a ja mam ciszę wielką w środku, spokój i zmęczone oczy. jestem łagodna jak nigdy. uśmiecham się rano i jem obiady. czekam. padam ze zmęczenia wieczorem. śpię. i sny mam dobre. czuję się wypełniona. przepełniona, zapełniona.
muszę się rozciągnąć od środka, uelastycznić duszę, rozszerzyć umysł.
po 7 latach wróciłam do jogi. wieczorem piję znowu earl grey. i pozwalam sobie praktycznie tylko na smooth jazz. czuję wokół siebie Dobro Abolutne. no czuję, no.
nie umiem mówić, pisać i chyba nawet już myśleć. szukam ciszy. stałam się ciszą. dobrze mi naprawdę.

it takes some silence to make a sound
it takes a thought to make a word
it takes some words to make an action
life is wonderful

skomentuj(0)



"great at beginnings not completing"

2009-09-11 20:24:44

przede wszystkim siedzę. i to o dużo za dużo. i siedzę sama. tzn ze zwierzątkiem.
okazało się, że jestem INFP i od razu mi lepiej, wszystko rozumiem. podziękowania dla Myers-Briggs.
wakacje były trudne, moje wakacje były dla K, która sama nagle została.
potem sprintem- siódme poty w Beskidach, ochłodzenie w zimnym Bałtyku.
pytania główne na dziś -panele czy inwestować w drewno i czy luksfery można zamontowac w kartongipsie.hehh
strasznie długo nie pisałam.rety.
...
a dziś dzień był przepiękny. soczyście jest.
wokół.

skomentuj(2)



trouble is a friend. trouble is a foe. oł oł.

2009-06-07 22:35:32

zapalam znowu papierosa. siadam na balkonie, chłonę spokój patrząc w niebo. trzęsą mi się trochę ręcę, trochę trzęsie się serce, strużki płyną sobie powoli. uśmiecham się nawet patrząć tam do góry. tam ktoś na pewno patrzy czasem na mnie-i widzi-i kocha pewnie. cieszę się, że mam takie miękkie włosy i że wieje cieplejszy wiatr. moje emocje są teraz wyciszone, akustyczne. cedzę słowa które do mnie napływają, dopuszczam do siebie pojedyncze, najistotniejsze. i słyszę jak dudnią w środku, obijają się o wytłumione wnętrze.
znam ten ból już dobrze, nauczyłam się prawie przed nim bronić. to zbyt-dobrze znane miejsce. czuję, że coraz bardziej oswajam te sytuacje. hmm.
i trzymam na wyciągnięcie ręki NADZIEJĘ. i tak myślę sobie co z nią zrobić teraz. trochę mi przeszkadza to światełko świeżości, jasności teraz. próbuję ją oswoić jak zwierzątko.wciąz jestem wyciszona, grubym styropianem,od środka. nie czuję, że zimno i cicho. i że prawie nie jadłam dziś.
nie, nie że  jestem nieszczęśliwa. nie pozwolę sobie tego poczuć nawet.
jest ogólnie całkiem dobrze i być może nawet przez to dojrzewam.

skomentuj(3)



farewell to spring

2009-06-05 19:26:25

mamy zwierzątko. siedzi małe i przestraszone. nazwano je Brawurką, a to się cienia własnego boi. Truśka i tyle. urocza. wprowadza trochę prostoty do mojego życia, zamiast się czymś gnębić, podszczypywać swoją tożsamość przy chwili wolnego czasu, gadam do malucha, orzeszki dosypuję, za uszkiem pogłaszczę.
kawa i lody z truskawkami. ostatnie egzaminy w weekned. a potem prawdziwe wakacje....i plaża, i morze i drinki z parasolką...książek doczytanie  i wspólne śniadania....aahhh tylko już chora jestem, że będę musiała w stroju kąpielowym. esz. (jak ja bym chciała nie mieć takich problemów!). ale już mi pachnie to pachnące i świerszczowe  + 22C w nocy....
a życie się buduje. wypycha mnie do przodu i zmusza do oglądania parkietów  i blatów kuchennych i  planowania tytułu kolejnej magisterki (ble) i  najlepszego terminu na dzieciaczka. i już nie mogę się zatrzymać, że tu i teraz chcę być, jeszcze trochę wieczorów w tej małej sypialni, jeszcze trochę na czytanie sagi o wampirach ;), jeszcze chwilka na festiwale i pociągowe tułaczki....już nie da się tu zostać. stoi za mną moje dumne życie i popycha paluchem..jest zdecydowanie za duże jak na mnie, boję się go trochę.

skomentuj(0)



when everyone else reached the end she was still at the very beginning

2009-05-25 23:10:27

zaczynać od nowa. gdy to stare już takie wytarte, poznane, takie odkryte i nietajemnicze.próbuję. spróbuję tu, próbuję tam..
        bycie jego żoną od 13miesięcy to największe szczęście jakie mnie w życiu spotkało, największa łaska, największa niespodzianka. zaczęliśmy wtedy na nowo, potem na nowo w sierpniu i ostatnio-po raz kolejny.musimy zaczynać na nowo, bo nie raz dochodzimy do momentu w którym kruszeje serce, zasysa duszę, ból rozsadza mnie od środka, a łzy docierają do samego pępka. jakiej trzeba niesamowitej odwagi, siły kosmicznej wręcz, żeby móc potem znowu na siebie patrzeć w ukochaniu, zaufaniu, dobroci. i zostawić tamto za sobą. nie Ty jesteś zły, ale to co się stało.
nie jesteśmy dobraną parą, ale nie umiemy bez siebie żyć. myślenie, że on  zasługuje na kogoś lepszego, nie doprowadziło mnie w ciekawe miejsce..bo nie ma co zasługiwaniu w ogóle mówić.
tworzyć życie na nowo z tego co jest, z tego co się ma, z tej chwili tutaj-to jest największe wyzwanie. twórczość w oddechu, kroku każdym i pocałunku.
i naprawdę - nawet jeśli jest totalnie źle, zawsze można zacząć na nowo


by xander890

skomentuj(1)



seems like when there's spring and size 36 no longer fits you, you start to lack THE sense of life

2009-04-09 00:11:53

oczywiście chciałabym zabrzmieć, wybrzmieć teraz promieniście, radośnie i wiosennie. że ptaszki, motylki, słoneczko....a w dupe. ostatnio zorientowałam się, że moje całe życie toczy się w obrębie kilometra kwadratowego. heh. pięknie. wszystko-dom, praca, uczelnia, fitness, kilka serdecznych, kwiaciarnia, rossmann i społem.i koniec. po prostu koniec. gdzieś tam dalej w kilometrach rodzice, dalej jeszcze siostry, przyjaciele znikli z fizycznej dostępności. ale to jest odświętność. na codzień duszę się w tym wszystkim. mam problem z poszukiwaniem siebie, rozwijaniem, pomysł jeśli jest to nie ma odwagi. motywacja wygasa. nie jestem uporządkowana, pilna i wytrwała. ło jej. i co.
nie wiem w ogóle dlaczego mi się tu chce pisać gdy naprawdę mam dosyć wszystkiego, siebie nawet. wylewanie takich emocjonalnych pomyj. no beznadzieja. nie mogę w sobie jakoś znaleźć CZEGOŚ. łapię się na tym, że zaczynam mieć jakieś podświadome pretensje do MM, że moje życie wygląda tak właśnie. że np. nagle moje różowe, żółte rajstopy  są "niekoniecznie fajne", że nie ma mowy aby w Bieszczady z rowerami i pociągiem, że wieczorami nie muzyka, tylko telewizor.i  nawet mnie to jakoś nie wkurza, jakoś tak się godzę widzę i przyjmuję i próbuję być w roli wiecznie wyrozumiałej, zacnej "doktorowej";). rzyg. to nie jego wina oczywiście. tak naprawdę, to on mnie w niczym nie ogranicza, i wiem, że na maksa mu zależy abym była spełniona i i szczęśliwa. muszę jakoś sama po prostu złapać oddech, bo jakoś mi tak bez-nadziejnie.nie, ze źle, bez nadziei jakoś tylko.bez mocy.coś czuje się marnie.
teraz święta nasze pierwsze.i z jednej stron tyle porządków, z drugiej zakupy i coś by upiec trzeba, dalej-trzeba przecież prace 2 napisać skoro tyle wolnego, pojechać do domu, załatwić PIT-y,  odwiedzić Babcię, wlecieć do K. i A. i do P. oczywiście.to trzeba i-to będzie i to moje następne dni. nie chciałabym w tym zgubić idei Świąt, bo dawno już nie byłam tak daleko od Boga (tak trudno to mi było napisac, nie wiem czemu, eh).a potrzeba mi Zmartwychwstania. Boże Narodzenie wyraźnie przeżyłam  z wizją Jezusa rodzącego się nie w stajence już, ale we mnie, skoro On się w nas rodzi, w nas też umiera. I zmartwychwstanie. więc trzeba to przeżyć. i zauważyć choć. dać Jemu czas.
i coś jeszcze bym dla siebie chciała-np. posiedzieć przed lustrem i wymyślić fryzurę, i nauczyć się tych idiomów, i ten niemiecki nadrobić i zaplanowac te trasy weekendowe i sukienki przerobić. ale naprawdę się nie da, czasowo. i czemu to tak jest, że porządki stoją wyżej w hierarchii wartości. czemu coś mi tak w środku nie gra. cholera jasna no.
ostatnio przeczytałam o krążeniu energii we wszechświecie i o ludziach, którzy pracują z ludźmi-i dla ludzi.i że niestety zostawiają im swoje zasoby. i muszą się umieć regenerowac. więc ja jestem z mocy życiowych wyssana. i rzecz jasna wcale mi nie jest z tym dobrze. i tym wcale-nie-optymistycznym akcentem idę kończyć użalanie się w moim łózku z czerwoną pościelą i naprawdę nikt-a nikt się domyśli, że coś mi doskwiera jutro.może nawet  i ja sama.
PS przypuszczam, że to wszystko przezte nieudane zakupy jednak ;)

skomentuj(3)



wszystkie zdjęcia pochodzą z www.deviantart.com